mój blog


Film o GMO


2010.03.15

Oglądałam wczoraj film o GMO. Niby wszystko to wiedziałam wcześniej, ale obraz z tego filmu się wyłaniający jest przerażający. O, nawet się rymuje ;) Brak kontroli nad roślinami GMO, genetycznie zmodyfikowane łososie, których wielka ilość wydostała się do oceanu z zamkniętej doświadczalnej hodowli. I inne tego typu fakty. Lekkomyślność ludzka czasem przeraża!

Gdy byłam młodsza i przeczytałam po raz pierwszy o GMO, to nawet się ucieszyłam. No bo rośliny, których nie będą się imać robale, rośliny, z których będzie można wykarmić więcej ludzi, niż z tradycyjnych – jawiło się to jako coś super.

Z czasem jednak przyszło wielkie otrzeźwienie, szczególnie gdy dowiedziałam się o genetycznych modyfikacjach na zwierzętach. Dokąd nas to wszystko zaprowadzi? Przecież tak naprawdę nie wiadomo, jaki wpływ może mieć GMO na nasze organizmy. Ponoć fragmenty obcego DNA potrafią wbudowywać się w nasze. Czy kiedyś sprawdzą się czarne scenariusze z horrorów? Oby nie...

A przede wszystkim chciałabym mieć wpływ na to, co jem i chciałabym móc świadomie decydować, czy spożywam GMO czy nie. Amerykanom tego wyboru nie dano. U nas niby regulacje są, ale czy ktoś jest w stanie to kontrolować?

Obejrzyjcie koniecznie, film ma tytuł: 'Życie wymyka się spod kontroli' (Life Running Out of Control)




Od czego się wszystko zaczęło?

2010.02.02
 

Pomidory bez smaku... Kurczaki, które nie smakują jak kurczaki...

Jako dziecko byłam niejadkiem. Ale pomidory mogłam zajadać i zajadać. Bardzo mi ich zimą brakowało. Teraz nie ma problemu, żeby zimą kupić pomidory. Cóż jednak z tego, skoro prawie nie mają one smaku? Są to w ogóle jeszcze pomidory, czy tylko coś, co wygląda jak one?

Kurczaki... te z rożna, na początku mi smakowały, ale po spróbowaniu kilku zaczęłam bardziej zwracać uwagę na ich smak i okazało się, że są wręcz niedobre! Zdecydowanie nie jest to smak, który pamiętam z dzieciństwa...

Kiedyś chciałam zaszaleć i kupić majonez light. No bo przecież wszędzie było głośno o tym, jaki to majonez jest tuczący i niezdrowy. Ale po przeczytaniu składu na etykiecie bardzo szybko odłożyłam tenże light majonez i sięgnęłam jednak po ten zwykły...

Później pojawiły się doniesienia koleżanek, które mieszkają choćby we Francji. Tam ponoć nie ma już zwykłych truskawek zebranych rano prosto z pola. Są tylko ogromne owoce, których smak nijak się ma do tego, co tak dobrze znamy i co wydaje nam się oczywiste. 

Z czasem zaczęłam się też przyglądać etykietom na gotowym jedzeniu. Przed najgorszymi truciznami, czyli konserwantami da się jeszcze jakoś ustrzec, po prostu przestałam kupować chociażby gotowe zupy. Natomiast przed przeróżnymi E, barwnikami czy wypełniaczami właściwie nie ma ucieczki. Pałęta się to wszędzie i w dużej ilości.

Dlatego dziś kupując cokolwiek, staram się czytać skład na etykietach. Niektóre po takiej lekturze po prostu odkładam na półkę i rezygnuję z zakupu. Inne traktuję jak zło konieczne.

W końcu przyszedł taki czas, że postanowiłam zainteresować się zdrowym jedzeniem...